Kabbalah.info - Kabbalah Education and Research Institute

15. Stopniowa naprawa duchowa


Wiara ponad rozum daje człowiekowi możliwość odczucia za pomocą rozumu swego najgorszego wroga, który przeszkadza osiągnąć dobro. I w takim stopniu, w jakim człowiek wierzy ponad rozum w duchową rozkosz, czuje on i uświadamia sobie zło.

Obiektywnie nie ma nikogo oprócz Stwórcy (lecz jest to najwyższy stopień pojmowania kabalistycznego, a przed pojmowaniem tego poziomu człowiek odczuwa w świecie również i siebie). Podczas procesu poznawania rozróżnia się istnienie:

1) Stwórcy

2) pierwszego tworu

3) stworzenia

4) rozkoszy, którą Stwórca pragnie obdarzyć stworzenia

Cały porządek naturalnie różni się nie pod względem czasu, lecz na zasadzie "przyczyna - skutek".

Istnieje Stwórca. Stwórca pragnie stworzyć twór, aby napełnić go rozkoszą. Stwórca tworzy pragnienie rozkoszowania się właśnie tą rozkoszą (pod względem ilości i gatunku), którą On pragnie dać. Twór przyjmuje rozkosz i absolutnie się rozkoszuje, ponieważ otrzymuje właśnie to, czego pragnie.  

Ten pierwszy twór nazywany jest malchut. Stan pełnej rozkoszy nazywa się światem nieskończoności, ponieważ malchut nieskończenie rokoszuje się światłem Stwórcy, które całkowicie ją napełnia. Jednak wraz z rozkoszą czuje samego Stwórcę, Jego pragnienie pełni rozkoszy malchut dąży do tego, by być podobną do Niego. To powoduje, że malchut wyrzuca z siebie światło.

Ta czynność malchut nazywa się ograniczeniem (ograniczeniem się w otrzymaniu światła - cymcum). Stać się podobną do Stwórcy malchut może podczas otrzymywania rozkoszy dla Stwórcy, ponieważ tak pragnie Stwórca. W takim przypadku staje się ona nie otrzymującą, lecz dającą rozkosz Stwórcy z własnej woli.

Opustoszona malchut dzieli się na dwie części - dusze, a każda z tych części oddzielnie wykonuje naprawę egoizmu. Mikroporcje malchut pozbawione światła Stwórcy znajdują się  w warunkach, nazywanych "naszym światem". Stopniowo, raz za razem, będąc w takich warunkach, te części wychodzą z pragnienia samo- rozkoszowania się i uzyskują pragnienie "rozkoszowania". Siła, która pomaga dla duszy wyzwolić się od pragnień egoizmu, nazywa się "wyciągającą" (Mesjasz).

Poziomy stopniowej duchowej naprawy nazywają się duchowymi światami, a ich stopnie wewnętrzne - sfirot. Koniec naprawy polega na powrocie do początku, do cymcum, do stanu otrzymywania rozkoszy nie dla siebie, a dla Stwórcy. Taki stan nazywa się końcem naprawy (gmar tikun).

Wszystkie pytania, które powstają w człowieku odnośnie celu dzieła stworzenia, celu jego wysiłków - "czy jest to potrzebne", "wszystko jedno, co Stwórca zrobi zgodnie ze swoim planem i życzeniem, po co wymaga czegoś ode mnie" etc. - są posyłane człowiekowi bezpośrednio od Stwórcy. I powstaje jeszcze jedno pytanie - "a właściwie po co?"

Gdyby wszystkie pytania wzmacniały człowieka na jego drodze na wyższe poziomy duchowe, sens tych pytań stałby się zrozumiały. Lecz początkujący człowiek stale ma myśli o tym, że taka droga jest  trudna, beznadziejna, niewygodna. Nie istnieje żadna inna siła i pragnienie oprócz Stwórcy i wszystko jest stworzone przez Stwórcę, abyśmy my osiągnęli cel dzieła stworzenia w tej liczbie oczywiście i te "przeszkadzające" nam pytania i myśli oraz siły, które przeciwdziałają naszemu posuwaniu się w Jego kierunku.

Stwórca stworzył mnóstwo przeszkód na drodze tego, którego On wybrał do duchowej wspinaczki właśnie po to, żeby ten człowiek nabył uczucie strachu, że nie osiągnie celu, że na zawsze zostanie w swoim niskim stanie, jeżeli nie uzyska uczucie wielkości Stwórcy, od czego jego serce podda się altruizmowi.

Człowiek ma zrozumieć, że tylko Stwórca może odkryć mu oczy i serce, żeby odczuć wielkość sfery duchowej. Aby odczuć tą potrzebę człowiekowi nasuwają się "przeszkadzające" pytania.

Jedno z podstawowych pytań, które ma początkujący, jest formułowane następująco: gdyby Stwórca zapragnął, to by mi się odkrył. A gdyby mi się odkrył, to ja (moje ciało - mój dzisiejszy dyktator) od razu, machinalnie bym się zgodził zamienić swoje egoistyczne działania na altruistyczne i moim dyktatorem został by sam Stwórca. Nie chcę sam wybierać swojego działania. Wierzę, że Stwórca ma rację, że jest mi lepiej - nie myśleć o własnej korzyści. Tylko wtedy wygrywam w rzeczywistości, na wieki. Lecz ja sam nie mogę siebie zmienić. Niech więc przyjdzie Stwórca i to zrobi. Przecież to On mnie takim stworzył, tylko On może to naprawić.

Oczywiście Stwórca może dać człowiekowi pragnienie wspinaczki duchowej, co się nazywa pobudzeniem z góry (itorerut milemala), lecz wtedy człowiek pracuje, bo to mu sprawia przyjemność bez udziału wolnej woli i to jest podyktowane egoistycznym pragnieniem osiągnięcia jak największej rozkoszy. Taka praca nazywa się "nie ze względu na Stwórcę" (lo li szma).

Cel Stwórcy polega na tym, by człowiek sam z własnej wolnej woli wybrał prawidłową drogę w życiu, usprawiedliwiając przez to działania Stwórcy względem tworu, co można ocenić jedynie w warunkach całkowitej wolności od egoizmu, niezależnie od rozkoszy.

Dlatego Stwórca stworzył jako warunek duchowej wspinaczki przyjęcie wiary w Niego i w sprawiedliwość zarządzania (emuna lemala mi daat). Przy czym nasza praca polega na tym, aby:  

Wierzyć, że istnieje Zarządzający światem.

Uświadomić sobie, że chociaż wiara nie jest ważna, to Stwórca wybrał dla nas właśnie tę drogę.

Wierzyć w to, że należy iść drogą "oddawania", a nie drogą "otrzymywania".

Pracując "na Stwórcę" wierzyć, że On przyjmuje naszą pracę niezależnie od tego, jak wygląda w naszych oczach.

Doznać w swoim rozwoju dwóch rodzajów wiary ponad rozumem:

a) człowiek idzie wiarą ponad rozumem, ponieważ nie ma innego wyboru;

b) nawet jeżeli otrzymuje wiedzę i już nie musi wierzyć i iść ponad wiedzę, i tak wybiera drogę wiary ponad rozumem.

Wiedzieć, że jeżeli praca jest wykonywana w zakresie egoizmu, to owoce wszystkich sukcesów, które ma on nadzieję w swojej wyobraźni osiągnąć, służą jedynie dla jego dobra, natomiast gdy kocha Stwórcę, oddaje całe dobro, owoce swoich wysiłków innym.

Dziękować Stwórcy za przeszłość, ponieważ od tego zależy przyszłość. W jakim stopniu człowiek ceni przeszłość i dziękuje za nią, w tym stopniu szanuje również to, co otrzyma z góry i będzie w stanie zatrzymać pomoc, którą stamtąd otrzyma i jej nie rozproszyć.

Podstawowa pracę wykonywać poruszając się w prawej linii, czyli z uczuciem doskonałości. Jest on szczęśliwy nawet z powodu nieznacznego połączenia z duchowością, którą posiada, szczęśliwy, bo zasłużył u Stwórcy na siłę i pragnienie, by wykonać cośkolwiek w sferze duchowej.

Iść również lewą linią, lecz wystarczy 30 minut dziennie w tym celu, aby wykonać obrachunek dla siebie: o ile woli miłość do Stwórcy niż do siebie. I w takim stopniu, w jakim człowiek odczuje swoje braki, w takim stopniu ma zwrócić się do Stwórcy z modlitwą, aby zbliżył go do Siebie prawdziwą drogą, przeplatając obie linie.  

W samej pracy człowiek ma skupić swoje myśli i pragnienie na tym, aby:

Poznać drogi Stwórcy i tajemnice Tory, by ta wiedza pomogła wypełniać pragnienia Stwórcy. Jest to jeden z głównych celów człowieka;

Dążyć do całkowitej naprawy swojej duszy, wrócić takim sposobem do jej korzenia - Stwórcy;

      Dążyć do pojęcia Stwórcy, połączenia z Nim w uświadomieniu Jego doskonałości.

O Stwórcy mówi się, że jest On w stanie absolutnego spokoju. Tak samo i człowiek po osiągnięciu celu dzieła stworzenia osiąga taki stan. Jasne jest, że stan spokoju można ocenić tylko jeżeli poprzednio nastąpił ruch, wysiłek, praca. A ponieważ ma się na myśli spokój duchowy, to oczywiste jest, że i pracę rozpatruje się jako duchową.

Duchowa praca polega na sprawianiu radości Stwórcy. Cała nasza praca możliwa tylko do tego momentu, póki nasze ciało sprzeciwia się pracy bez żadnej korzyści dla siebie, nie rozumiejąc sensu altruistycznej pracy i nie licząc na nagrodę.

Ogromne wysiłki ma wykonać człowiek, żeby się sprzeciwiać sprawiedliwym w zasadzie skargom ciała: "Oto już tak długo męczysz siebie w próbach osiągnięcia czegoś w sferze duchowej, a co w zamian otrzymujesz? Czy znasz kogoś, kto osiągnął w tym sukces? Czyż Stwórca pragnie, abyś właśnie tak się męczył? Poucz się na własnym doświadczeniu, co osiągnąłeś? Czy to zdrowe, by tak się nad sobą znęcać? Pomyśl o sobie i o rodzinie, o dorastających dzieciach. Jeżeli Stwórca zapragnie, to tak samo jak przyprowadził ciebie do Kabały, tak i poprowadzi dalej! Przecież wszystkim rządzi tylko Stwórca!" Wszystkie te skargi i innych wiele podobnych (często słyszanych od krewnych, którzy też są związani z pojęciem ciała) są całkowicie usprawiedliwione, lecz tam nie znajdą oni odpowiedzi dla siebie.

Tak naprawdę odpowiedź nie jest potrzebna, ponieważ jeśli pragniemy wyjść poza granice naszego ciała, nie powinniśmy przyjmować tych argumentów i zwracać na nie uwagi, nie powinniśmy zważać na nie. Zamiast tego wszystkiego winniśmy powiedzieć sobie: "nasze ciała mają rację, te argumenty są logiczne, a jego skargi są prawdziwe. Jednakże jeśli chcę wyjść poza moje ciało, albo inaczej mówiąc uwolnić się od jego pragnień, muszę iść drogą wiary, a nie drogą zdrowego rozsądku. Tylko w naszym świecie moje rozumowanie jest rozważane logicznie"

"Jednak mimo, iż tego nie rozumiem i nie mam żadnych duchowych doświadczeń jak i też duchowego rozumu w świecie duchowym, wszystko działa zgodnie z innym prawem, które w tej chwili okazuje się dla mnie niezrozumiałe, odkąd nie jest to określone prawami fizycznej rzeczywistości"

"Wszystkie funkcje kierowane są wszechmocnym prawem Stwórcy przez doskonałe i dobrowolne poddanie się Jego woli, zarówno w umyśle jak i w duchu, w kompletnej wierze w jego pomoc i w przeciwieństwie do pragnień ciała, by otrzymywać, także jego żale"

Praca nad samym sobą jest nazwana "oddawaniem tylko dla oddawania" tj. prawdziwie altruistyczny czyn, reprezentowany przez prawą linię. Dajemy wszystko, ponieważ pragniemy dawać. Przyjemność, jaką otrzymujemy z takiej pracy emanuje z naszego podobieństwa do Stwórcy tzn. tak długo jak człowiek oddaje - upodabnia się do Stwórcy. Nazywane jest to "światłem miłosierdzia" or chasadim.

Gdy człowiek postanawia zachowywać się w ten sposób, Stwórca udostępnia mu uczucie jego nieskończonej wielkości i siły.

Wiara robi miejsce wiedzy, a ciało zaczyna odczuwać znaczenie Stwórcy i jest gotowe, by zrobić wszystko dla Jego chwały i determinuje Jego działanie. W ten sposób jeszcze raz wpadamy w sidła egoizmu i osobistej korzyści.

Nasza kompletna niezdolność postrzegania Stwórcy pozwala nam stwierdzić, że wszystkie przedsięwzięcia, działania nastawione na poszukiwanie Stwórcy są altruistyczne i duchowe. Ujawnienie Stwórcy nazywane jest lewą linią kaw smol, a wiedza - światłem mądrości - or chochma.

Odkrycie Stwórcy jest dla nas koniecznością, by pomóc nam zastosować ścisłe ograniczenia w nabywaniu wiedzy, zarządzania i percepcji Jego wielkości. Równowaga wiary i wiedzy to brak odczucia rozkoszy Stwórcy w takiej proporcji, która zapewniłaby nam pomoc przed ponownym upadkiem w egoizm.

Przez dodawanie małej porcji egoizmu do już istniejącego, pierwotnego stanu i poprzez użycie go, kontynuujemy nasz dalszy rozwój, mimo powracania do pierwotnego stanu pragnienia, do początku.

Poprzez zrównoważenie prawej strony z częścią strony lewej powodujemy rozwój środkowej linii. Ta część lewej linii, która jest teraz częścią linii środkowej określa rozwój naszego duchowego poziomu. Ten duchowy stan, sam w sobie rozważany jest jako pochodzący od Stwórcy. Ta progresja doprowadza do końcowego, wysokiego poziomu naszego pojednania ze Stwórcą we wszystkich naszych właściwościach i pragnieniach. Następuje to poprzez stopniowy, kolejno zmieniający się wzrost prawej i potem lewej linii. Równowaga tych dwóch linii ma miejsce na każdym poziomie duchowej drabiny. Znajdując się w stanie prawej linii, jesteśmy szczęśliwi bez powodu, wystarcza nam sama myśl, że Stwórca istnieje w naszym świecie i nie potrzeba nam już nic więcej do szczęścia. Taki stan nazywany jest "byciem szczęśliwym, z tego co jest".

Jeśli z tego stanu nie można nas wytrącić, to mówimy o nim, że jest absolutny. Jeśli zaczniemy testować nasze stany duchowe, to doświadczymy oddalania. Od kiedy doznaliśmy tego uczucia, że nie możemy, nie posiadamy władzy, by siebie samych skorygować, to prosimy wtedy i błagamy Stwórcę o pomoc. Światło Stwórcy, które pomaga nam pokonać egoizm ciała (pragnienie otrzymywania) jest rozpoznane jako dusza. Najwłaściwszym sposobem na sprawdzenie, czy jakieś działanie jest altruistyczne lub egoistyczne jest zbadanie, czy jesteśmy w stanie wykonać jakąkolwiek czynność bez pragnienia otrzymania przyjemności, bez względu na ogromną chęć sprawienia sobie rozkoszy jako rezultatu naszej własnej pracy. Tylko w tym przypadku, otrzymawszy przyjemność, możemy nadal nalegać na to, że robimy coś dla Stwórcy, a nie dla siebie. Cała droga duchowej wspinaczki jest stopniowym odrzuceniem chęci otrzymywania coraz większej rozkoszy: pierwsza to ziemska przyjemność naszego świata, a następna to przyjemność duchowa, w szczególności od odczuwania Stwórcy. Stwórca ukrywa siebie w takim porządku pozwalając nam na stopniowe odkrywanie Go poprzez "pracę".

Dlatego też ukrycie Stwórcy powinno być widziane jako aspekt naszej naprawy i powinniśmy prosić Go, by ujawnił się nam. Stwórcą ujawnia się nam natychmiast w zależności od naszej gotowości, ponieważ odkrywa się tylko w takim stopniu, na jaki jesteśmy przygotowani, bez szkody dla nas samych.

Jeśli moglibyśmy odczuwać Stwórcę już w naszym początkowym egoistycznym stanie, nigdy nie mielibyśmy możliwości zebrać wystarczającej siły, by rozstać się z naszym egoizmem i prosić Stwórcę o przyznanie nam siły woli, by oprzeć się pragnieniu otrzymywania nagrody. Tak jak ćmy, które giną lecąc do światła, tak i my spłonęlibyśmy w płomieniach rozkoszy, nie mogąc się im oprzeć. Tylko ci z nas, którzy doświadczyli braku siły przeciwstawienia się wielkiej siły przyjemności, mogliby zrozumieć, że nie jesteśmy zdolni zatrzymać się przed chęcią otrzymywaniem rozkoszy, gdy zadowolenie jest większe niż siła naszej woli i nasze rozpoznanie zła.

Stwórca ukrywa się przed nami przede wszystkim dla naszego dobra i to w takim stopniu, abyśmy nie byli zasypywani przyjemnościami, dając nam jednocześnie możliwość pójścia drogą wiary i stworzenie w nas naczynia przyjmującego dar dawania. Jeżeli pragniemy czegoś, co byłoby dla naszej wygody, to natychmiast nasze ciało (egoizm) przeprowadza kalkulację, czy to co zamierzamy, będzie się nam opłacać.

Bez celu i nagrody nie bylibyśmy zdolni do jakiejkolwiek pracy, czy nauki na różnego rodzaju własnych błędach. By próbować zrozumieć nasze pragnienia i braki w naszym duchowym życiu, ciała zadają nam pytanie: "dlaczego zostałyśmy stworzone?".

W tej sytuacji ciało nazywa się "zła skłonnością". To jest to następny stan, w którym istnieje przeszkoda przed dokonaniem tego, co wcześniej zaplanowaliśmy. Stan taki nazywa się "szatan" (w hebrajskim satanis, pochodzi od czasownika listot, który znaczy zboczyć), ponieważ chce spowodować, byśmy zboczyli z obranej drogi.

Potem zabija to naszą duchowość poprzez zabieranie całego jej odczucia z naszej nauki i naszego zaangażowania w Kabałę, a w szczególności daje przyjemność i rozkosz, które już wcześniej określaliśmy jako nieczyste - i w tej sytuacji nazywa się to "aniołem śmierci". Jest tylko jedna odpowiedź na wszystkie skargi ciała: iść do przodu wbrew temu, co dzieje się z mocą wiary, ponieważ tak nakazuje Stwórca. Ten warunek Stwórcy jest rozpoznany jako "prawo światów wyższych". Nie mamy siły, by powstrzymać siebie od otrzymywania przyjemności, chyba że najpierw doświadczymy, że jest to dla nas szkodliwe, co znaczy, że stawiamy nasz rozum ponad serce.

Jednakże nawet i w tym przypadku powstaje kalkulacja - co jest dla nas dobre: natychmiastowa przyjemność i dalsze cierpienie, czy unikniecie przyjemności i pozostanie w naszej aktualnej sytuacji dla późniejszej korzyści. Gdy odrzucamy przyjemność musimy dać naszym ciałom dokładny rachunek, dlaczego to nie jest warte otrzymania przyjemności z tego, co przyszło.

W ten sposób możemy dać odpowiedzieć naszemu ciału w tym samym języku, który ciało rozumie albo w języku przyjemności, że jest to warte tego, by pozbyć się głupich i sporadycznych przyjemności po to, by otrzymać przyjemności w życiu pozagrobowym, albo w języku cierpienia, w którym powiedziane jest, że nie warto otrzymać przyjemność teraz, lecz w następstwie cierpień piekła. W tym sposobie musimy zbudować mur obronny przeciw naszym ciałom. Musimy być świadomi, że w pociągu do rozkoszy tylko odpowiednie rozwiązanie może zapobiec nieprawidłowemu rachunkowi i namalować fałszywy obraz związku pomiędzy przyjemnością a cierpieniem. Jedyne pewne rozwiązanie, to powiedzieć naszemu ciału, że jesteśmy zdecydowani do pracy nad duchowością, bez jakiegokolwiek zysku dla siebie. W tym przypadku odcinamy wszystkie związki pomiędzy akcją i ciałem, a ciało nie może nam już więcej przeszkodzić w kalkulacji, czy ma to jakąkolwiek wartość, czy nie. Nazywa się to "pracą w sercach", od kiedy serce tęskni za przyjemnościami.


 

 

 

Kabbalah Library

Share On