Nasza potrzeba rozwoju duchowego sprawia, że nie szczędzimy wysiłków usiłując rozwiązać wszystkie tajemnice przyrody, nie pozostawiając żadnego nieodkrytego zakamarka, ani wewnątrz nas samych, ani w otaczającym nas świecie. Lecz tylko tęsknota za postrzeganiem Stwórcy jest prawdziwa, ponieważ On jest Źródłem wszystkiego i jest naszym Stwórcą. Dlatego, nawet jeżeli człowiek istniał samotnie na tym świecie, czy w innych światach, jego poszukiwania własnego "ja" nieuchronnie prowadzą do poszukiwań Stwórcy.
Istnieją dwie linie, które ujawniają wpływ Stwórcy na Stworzenia. Prawa linia to Jego osobista Opieka nad każdym z nas, bez względu na nasze działania. Lewa linia natomiast reprezentuje Opiekę nad każdym z nas, zależną od naszych działań. Oznacza ona karę za złe i nagrodę za dobre uczynki. Gdy decydujemy się w pewnym momencie podążać wzdłuż prawej linii musimy wiedzieć, że wszystko dzieje się na świecie dlatego, że tak chce Stwórca. Wszystko przebiega zgodnie z Jego Planem i nic nie jest zależne od nas.
Z tego punktu widzenia wynika, że nie mamy ani żadnych zalet, ani żadnych wad. Nasze postępowanie zdeterminowane jest pragnieniami, które pochodzą z zewnątrz. Dlatego musimy dziękować Stwórcy za wszystko, co od Niego otrzymujemy. Ponadto uświadomiwszy sobie, że Stwórca prowadzi nas do wieczności możemy rozwinąć uczucie miłości do Niego i poruszać się naprzód dzięki właściwej kombinacji prawej i lewej linii, starając się iść pomiędzy nimi. Możemy rozwijać się tylko wzdłuż linii, która znajduje się dokładnie pośrodku.
Mimo wszystko, nawet gdy rozpoczniemy rozwój z prawidłowego punktu wyjścia, jeśli nie wiemy dokładnie, jak często sprawdzać i korygować naszą drogę, z pewnością zboczymy z prawidłowej ścieżki.
Zanim nasze dusze przyjdą na ten świat, są częścią Stwórcy, malutkim Jego pierwiastkiem. Ten pierwiastek zwany jest "korzeniem duszy". Stwórca umieścił duszę w ciele po to, by wraz z pragnieniami ciała sama połączyła się powtórnie ze Stwórcą.
Innymi słowy, dusza zostaje umieszczona w ciele, gdy człowiek rodzi się na tym świecie po to, żeby przezwyciężyć pragnienia ciała. Walcząc z nimi, dusza wznosi się na ten sam duchowy poziom, który opuściła, doświadczając dalece większych przyjemności, niż miała w swoim początkowym stanie, gdy była jeszcze częścią Stwórcy. W tym miejscu maleńki pierwiastek - dusza przemieniony zostaje w jedno duchowe ciało i jest 620 razy większy niż był wcześniej, zanim przybył do tego świata.
W ten sposób w swoim zakończonym stanie duchowe ciało składa się z 620 części. Każda część rozpatrywana jest jako duchowe prawo lub przykazanie (micwa), Światło Stwórcy czy sam Stwórca, co oznacza to samo, który wypełnia każdą część duszy, nazywane jest "Torą".
Wzniesienie się na wyższy duchowy poziom, nazywane jest "zrealizowaniem duchowego prawa".
W wyniku tego duchowego wznoszenia się wytworzone zostają nowe altruistyczne aspiracje, a dusza otrzymuje Torę - Światło Stwórcy.
Prawidłowa droga do celu biegnie wzdłuż linii środkowej. Oznacza to kombinację trzech pojęć w jednym: człowiek, droga, którą ma podążać i Stwórca. Rzeczywiście w świecie istnieją trzy rzeczy: człowiek, który usiłuje powrócić do Stwórcy, ścieżka, którą człowiek powinien podążać, aby osiągnąć Stwórcę i Stwórca - cel, w kierunku którego podąża człowiek.
Jak już wspominaliśmy wiele razy, nie ma niczego, co naprawdę istnieje, za wyjątkiem Stwórcy, a my jesteśmy tylko Jego stworzeniem obdarzonym poczuciem własnego istnienia. W miarę naszego duchowego rozwoju człowiek wyraźnie to sobie uświadamia i odczuwa.
Wszystkie nasze doznania, a raczej spostrzeżenia, które przyjmujemy za własne, są tylko stworzoną przez Niego naszą reakcją na Jego oddziaływanie. Ostatecznie nasze odczucia są tylko takimi, jakimi On chciał, żeby były.
Dopóki nie zrozumiemy w pełni tej prawdy będziemy widzieć nie jedno, a trzy oddzielne pojęcia: swoje "ja", drogę do Stwórcy i samego Stwórcę. Jednakże gdy osiągnęliśmy już ostatni etap duchowego rozwoju, gdy podnieśliśmy się na ten sam poziom, z którego nasza dusza się opuściła - tylko z i wszystkimi naszymi ulepszonymi pragnieniami - możemy przyjąć Stwórcę w pełni do naszego duchowego ciała.
Wtedy otrzymujemy całe światło Stwórcy i Samego Stwórcę. Tym sposobem trzy obiekty, które kiedyś istniały oddzielnie w naszym postrzeganiu: nasze "ja", nasza duchowa ścieżka i Stwórca scalają się, by stać się jednością - ciałem duchowym wypełnionym światłem.
Dlatego też, aby upewnić się, że poruszamy się prawidłowo, musimy kontrolować się podczas podążania duchową ścieżką. Da nam to gwarancję, że będziemy walczyć od samego początku o wszystkie trzy obiekty z równie silnym pragnieniem, bez względu na fakt, iż postrzegamy je oddzielnie. Od samego początku musimy pracować, aby scalić je w jedno - na końcu drogi będzie to widoczne. W rzeczywistości jest tak już teraz, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie widzieć tego w taki sposób z powodu własnej niedoskonałości.
Jeżeli dążymy do jednego z tych elementów bardziej niż do pozostałych szybko zboczymy z prawidłowej drogi. Najprostszym sposobem, żeby sprawdzić czy wciąż jesteśmy na dobrej drodze jest określić, czy usiłujemy pojąć właściwości Stwórcy, żeby się z Nim zjednoczyć.
Jeśli sam sobie nie pomogę, kto wtedy mi pomoże? I jeśli myślę tylko o sobie, kim wtedy jestem? Te dwa przeciwne stwierdzenia odzwierciedlają sprzeczne postawy, z którymi mamy do czynienia, gdy bierzemy pod uwagę własne wysiłki do osiągnięcia ustalonego, osobistego celu. Z jednej strony musimy wierzyć, że nie ma takiej osoby, do której można by się zwrócić o pomoc oprócz siebie samego i działać z pewnością, że nasze dobre uczynki będą wynagrodzone, a złe ukarane. Jako jednostki musimy wierzyć, że nasze własne działania mają określone konsekwencje i że tak budujemy swoją własną przyszłość. Z drugiej strony, musimy mówić sobie: Kim jestem i czy jestem w stanie samodzielnie pokonać swoją własną naturę? I nikt z mego otoczenia nie może mi pomóc.
Opatrzność Stwórcy
Jeśli wszystko dzieje się zgodnie z planem Stwórcy, czy nasze wysiłki są opłacalne? W wyniku naszych własnych czynów, opartych na zasadzie nagrody i kary zdobywamy z góry możliwość pojmowania zarządzania Stwórcy . Podnosimy się wtedy do poziomu świadomości, na którym wyraźnie widzimy, że to Stwórca jest tym, który zarządza i że wszystko jest z góry ustalone.
Najpierw jednak musimy wznieść się na wyższy poziom świadomości, a dopóki tego nie dokonamy, nie możemy stwierdzić, czy na pewno wszystko jest w rękach Stwórcy. Dopóki nie osiągniemy tego etapu, nie możemy również żyć czy działać zgodnie z jego prawami, ponieważ nie jest to adekwatne do tego, jak postrzegamy świat. Dlatego też możemy działać tylko zgodnie z tymi prawami, których jesteśmy świadomi.
Tylko gdy dalej czynimy wysiłki, opierając się o zasadę nagrody i kary stajemy się godni całkowitego zaufania Stwórcy. I tylko wtedy mamy prawo zobaczyć prawdziwy obraz świata, jak również sposób, w jaki on działa. A gdy docieramy do tego poziomu i uświadamiamy sobie, ze wszystko zależy od Stwórcy, zaczynamy za Nim tęsknić.
Człowiek nie może wymazać egoistycznych myśli i pragnień ze swojego serca i pozostawić go pustym. Tylko wypełniając serce duchowymi, altruistycznymi pragnieniami w miejsce poprzednich, egoistycznych możemy zastąpić wcześniejsze aspiracje nowymi, przeciwnymi dążeniami i tym samym unicestwić egoizm.
Ci spośród nas, którzy kochają Stwórcę, z pewnością czują odrazę w stosunku do egoizmu, ponieważ wiedzą z własnego doświadczenia, jak wiele szkód może powodować nasze ego.
Jednakże może nam brakować środków, by uwolnić się od wewnętrznego zła oraz by ostatecznie zdać sobie sprawę, że poza naszą władzą jest zlikwidowanie egoizmu, ponieważ to Stwórca był tym, który obdarzył nas - Swoje stworzenia - tą właściwością.
Mimo że nie możemy uwolnić się od egoizmu za pomocą własnych wysiłków, gdy tylko uświadomimy sobie, że jest on naszym wrogiem nienawiść do niego będzie silniejsza. Ostatecznie ta niechęć doprowadzi do tego, że Stwórca pomoże nam pokonać wroga; tym sposobem nawet egoizm będzie pomocny w naszym rozwoju duchowym.
W Talmudzie jest napisane: Stworzyłem świat tylko i wyłącznie dla naprawdę sprawiedliwych i dla naprawdę grzesznych. Zrozumiałe jest dlaczego świat został stworzony dla absolutnie sprawiedliwych, ale zastanawia dlaczego nie został stworzony także dla tych, którzy nie są ani w pełni sprawiedliwi, ani naprawdę grzeszni?
Nieświadomie postrzegamy Opatrzność Boską zgodnie ze sposobem, w jaki na nas wpływa. "Dobra i miła" jest, gdy sprawia nam przyjemność, a "niemiła i przykra", jeśli przynosi cierpienie. Oznacza to, że uznajemy Stwórcę za dobrego albo za złego zależnie od tego, jak postrzegamy świat. Dlatego istnieją tylko dwa sposoby postrzegania przez człowieka Opieki Stwórcy nad światem. Albo postrzegamy Stwórcę i patrzymy na życie jak na cud, albo zaprzeczamy Opiece Stwórcy nad światem i zakładamy, że świat zarządzany jest "siłami przyrody".
Chociaż możemy zdawać sobie sprawę, że ten drugi scenariusz jest nieprawdopodobny, to jednak nasze uczucia, a nie rozum określają naszą postawę względem świata. I gdy obserwujemy różnicę pomiędzy naszymi uczuciami a rozumem zaczynamy uznawać się za grzesznych.
Kiedy zrozumiemy, że Stwórca chce dawać tylko dobro, uświadamiamy sobie, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy zbliżymy się do Niego. Stąd jeśli czujemy się oddaleni od Stwórcy, postrzegamy to jako zło, a siebie samych uznajemy za grzesznych.
Lecz jeśli uznamy siebie za takich złych, że zaczniemy krzyczeć do Stwórcy, aby nas uratował, prosząc Go, by ujawnił się i dał nam siłę, by uciec z więzienia naszego egoizmu do świata duchowego - Stwórca natychmiast nam pomoże.
Właśnie dla takich stanów stworzony został ten świat i Światy Wyższe.
Gdy osiągamy poziom prawdziwego grzesznika, możemy krzyczeć o pomoc do Stwórcy i ostatecznie dojść do poziomu człowieka absolutnie sprawiedliwego.
Dlatego możemy stać się godni postrzegania wielkości Stwórcy tylko po uwolnieniu się z zarozumiałości i po uświadomieniu sobie bezsilności i bezwartościowości naszych własnych pragnień.
Im większą wagę przypisujemy zbliżeniu się do Stwórcy, tym lepiej Go postrzegamy i tym lepiej możemy postrzegać rozmaite szczegóły Jego natury oraz Jego obecność w naszym codziennym życiu. Ta głębia percepcji i ogromny szacunek do Stwórcy pozwoli rozwinąć się uczuciom w naszym sercu, a w efekcie będzie w nim płynąć radość.
Możemy zobaczyć, że nie jesteśmy lepsi od tych, którzy nas otaczają, a także to, że w przeciwieństwie do nas, inni nie zasłużyli na szczególną uwagę Stwórcy. Co więcej, inni nie są nawet świadomi, że możliwość komunikowania się ze Stwórcą istnieje i nie troszczą się o to, by postrzegać Stwórcę i zrozumieć sens życia i duchowego rozwoju.
Z drugiej strony nie jesteśmy pewni, w jak sposób zasłużyliśmy sobie na takie szczególne względy Stwórcy, ponieważ zostaliśmy obdarowani, zupełnym przypadkiem, możliwością zajmowania się celem życia i naszą więzią ze Stwórcą.
Jeśli zdajemy sobie sprawę z niepowtarzalności postawy Stwórcy w stosunku do nas, możemy wtedy doświadczyć bezgranicznej wdzięczności i radości. Im bardziej doceniamy indywidualny sukces, tym goręcej możemy dziękować Stwórcy.
Im bardziej intensywnego odczucia możemy doświadczyć w każdym momencie kontaktu ze Stwórcą, tym lepiej zdajemy sobie sprawę z wielkości świata duchowego, który został odkryty przed nami, jak również z wielkości i mocy Wszechmocnego Stwórcy. Skutkuje to większym zaufaniem, z którym wyczekujemy naszego przyszłego zjednoczenia się z Nim.
Biorąc pod uwagę ogromną różnicę pomiędzy charakterami Stwórcy i Jego tworów, łatwo można dojść do wniosku, że On i Jego stworzenie mogą stać się identyczne tylko, wtedy, gdy zmienimy swoją prawdziwie egoistyczną naturę. Stanie się to możliwe, gdy zniwelujemy siebie do takiego stopnia, jakbyśmy nie istnieli, a tym samym nic nie oddzielałoby nas od Stwórcy.
Tylko, jeżeli czujemy, że bez duchowego życia jesteśmy martwi (jak wtedy, gdy dusza opuszcza ciało) i tylko, gdy odczuwamy pociągające pragnienie żywota duchowego możemy otrzymać możliwość do wejścia weń i oddychania duchowym powietrzem.
Uświadamianie władzy Stwórcy
W jaki sposób wznieść się na duchowy poziom, na którym nie istnieją samolubność i dbałość o własny interes? Jak nasze pragnienie ofiarowania się Stwórcy może stać się naszym jedynym celem do tego stopnia, że bez jego osiągnięcia czujemy się martwi?
Wznoszenie się do tego poziomu odbywa się stopniowo i przebiega w formie sprzężenia zwrotnego. Im więcej wysiłku wkładamy w nasze poszukiwania duchowej drogi - zarówno studiując jak i naśladując duchowe obiekty - tym bardziej przekonujemy się o naszej całkowitej niezdolności do osiągnięcia tego celu samodzielnie. Im więcej studiujemy tekstów ważnych dla naszego duchowego rozwoju, tym bardziej mylące i chaotyczne będą się nam one wydawać. Im bardziej próbujemy słuchać swojego nauczyciela i przyglądać się uważnie, czy rzeczywiście rozwijamy się duchowo, tym jaśniejsze stanie się, że wszystkie nasze działania dyktowane są egoizmem. Takie wnioski wynikają z zasady: "Zmuszaj go, aż sam zapragnie". Możemy uwolnić się od egoizmu tylko wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że egoizm powoduje duchową śmierć, odciągając nas od uświadomienia prawdy, wiecznego życia i napełnienia rozkoszą.
Rozwijanie niechęci do egoizmu ostatecznie prowadzi do wyzwolenia się spod jego władzy.
Najważniejsze jest nasze pragnienie oddania się w pełni Stwórcy poprzez uświadomienie sobie Jego wielkości. (Oddanie się człowieka Stwórcy oznacza oddzielenie się od "ja").W tym momencie musimy zdecydować, który cel jest ważniejszy: osiągnięcie ulotnych czy wiecznych wartości. Nic, co stworzyliśmy nie jest wieczne, wszystko jest ulotne. Tylko duchowe budowle takie jak gmachy altruistycznych myśli, działań i uczuć trwają wiecznie.
Dlatego też, usiłując naśladować Stwórcę w swoich myślach, pragnieniach i wysiłkach rzeczywiście budujemy konstrukcję naszej własnej wieczności. Jednakże ofiarowanie się Stwórcy możliwe jest tylko wtedy, gdy uświadamiamy sobie Jego wielkość.
To samo dzieje się w naszym świecie: jeśli uważamy kogoś za wyjątkowego jesteśmy szczęśliwi, służąc temu człowiekowi. Możemy nawet czuć, że odbiorca naszej ofiary wyświadcza nam przysługę akceptując ją, a nie odwrotnie.
Ten przykład ukazuje nam, że intencja działania może zmienić zewnętrzną formę mechanicznego czynu -dawania lub otrzymywania - na jego przeciwieństwo. Dlatego im mocniej uznajemy Stwórcę za wielkiego, tym łatwiej i chętniej ofiarujemy mu wszystkie nasze myśli, pragnienia i wysiłki.
Postępując w taki sposób odczuwamy, że to my otrzymujemy od Niego, a nie oddajemy. Odczuwamy, że dostaliśmy szansę uczynić przysługę, możliwość, jaką obdarzeni są tylko nieliczni w każdym pokoleniu.
