Tak, jak nie jesteśmy w stanie prawidłowo ocenić własnego prawdziwego stanu, nie możemy też rozróżnić, czy jesteśmy na poziomie duchowego wznoszenia się, czy opuszczania. A pomimo tego, że możemy odczuwać, iż znajdujemy się na skraju duchowego załamania, w rzeczywistości może to być Wola Stwórcy, ukazująca nasz prawdziwy stan. Uświadamia nam to, że bez pobłażania sobie nie potrafimy prawidłowo funkcjonować i natychmiast wpadamy w rozpacz. Nawet depresja i gniew mogą być wynikiem tego, że nasze ciała nie odczuwają wystarczającej przyjemności istnienia.
Lecz w rzeczywistości ten brak prowadzi do duchowego wznoszenia, ponieważ w tym momencie jesteśmy bliżej prawdy niż poprzednio, gdy byliśmy spełnieni. Powiedziane jest, że ten, który powiększa wiedzę, powiększa również smutek i żal. Przeciwnie: uczucie, że człowiek doświadcza duchowego wznoszenia może być po prostu źle zinterpretowanym stanem pobłażania i samozadowolenia.
Tylko ten, kto postrzega już Stwórcę i Jego Boską Opatrzność nad całym stworzeniem może właściwie określić duchowy stan człowieka. Opierając się na powyższym, łatwo jest zrozumieć, że im dalej posuwamy się na drodze samodoskonalenia w wysiłku zmierzającym do naprawy naszego egoizmu i im więcej pracy wkładamy w ulepszanie siebie i studia, tym bardziej dojrzewamy do zrozumienia naszych indywidualnych cech.
Z każdą próbą, z każdym mijającym dniem, z każdym zakrętem będziemy coraz bardziej rozczarowani naszymi możliwościami osiągnięcia czegokolwiek. Im bardziej rozpaczliwe będą nasze próby, tym bardziej wzrosną nasze pretensje do Stwórcy. Będziemy wtedy żądać i domagać się, aby zabrano nas z czarnej otchłani, tego lochu fizycznych pragnień, w którym będziemy odnajdywać siebie.
W taki sposób przebiega nasz rozwój do momentu, w którym - wyczerpując cały swój potencjał i robiąc wszystko, co w naszej mocy - zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie sobie pomóc. Musimy zwrócić się do Stwórcy, który umieszcza wszystkie przeszkody na naszej drodze, by zmusić nas abyśmy zwrócili się do Niego po pomoc oraz żeby pobudzić w nas pragnienie ustanowienia więzi z Nim.
Lecz żeby to nastąpiło nasza prośba musi pochodzić z głębi serca. Jest to niemożliwe do osiągnięcia, dopóki nie wyczerpiemy wszystkich możliwości i nie uświadomimy sobie, że jesteśmy bezradni.
Tylko błaganie pochodzące z głębi naszej istoty, takie, które stało się naszym jedynym życzeniem - ponieważ zrozumieliśmy, że tylko cud z Góry może ocalić nas od naszego największego wroga, czyli ego - będzie wysłuchane przez Stwórcę. Zastąpi On wtedy egoistyczną świadomość świadomością duchową, zamieniając kamienne serce na prawdziwe.
Dopóki Stwórca ulepsza nasz stan, im bardziej będziemy się rozwijać, tym słabiej będziemy odczuwać samych siebie.
Tak naprawdę zawsze byliśmy tacy, lecz w pewnym stopniu, wyczuwając atrybuty duchowych światów, zaczęliśmy odczuwać jak nasze osobiste pragnienia są nastawione przeciw wejściu w te światy.
Jednakże, wbrew odczuciu zmęczenia i beznadziei, wciąż możemy odzyskać kontrolę nad naszym ciałem. Wówczas, namyślając się uważnie i wnioskując, że pozornie nie ma wyjścia z tego stanu, możemy pojąć prawdziwą przyczynę negatywnych emocji i poczuć się pogodnie i optymistycznie.
Postępując w ten sposób potwierdzamy nasze zaufanie w bezstronność zarządzania światem, w życzliwość Stwórcy w Jego Władzy nad światem. Czyniąc tak, staniemy się duchowo przystosowani do otrzymania Światła Stwórcy, ponieważ oparliśmy całą perspektywę spojrzenia na nasze otoczenie na wierze, wznosząc ją ponad rozum.
Nie ma w życiu poszukiwacza rozwijającego się duchowo chwili cenniejszej niż ta, w której uświadamia sobie, że jego siły zostały wyczerpane, wszelkie wysiłki zostały dokonane, a cel wciąż nie jest osiągnięty. Tylko w takiej chwili może szczerze apelować do Stwórcy z głębi serca, ponieważ rozumie, że jego wysiłki nie będą w ogóle pomocne.
Lecz przed zrozumieniem tego poszukiwacz nadal jest pewny, że żadna inna pomoc nie będzie mu potrzebna do osiągnięcia upragnionego celu. Wciąż niezdolny błagać o wsparcie wystarczająco szczerze, pada ofiarą zwodniczego głosu ego, który namawia, by zamiast prosić o pomoc, wzmógł swoje wysiłki ku zrealizowaniu celu.
Ostatecznie poszukiwacz zda sobie sprawę, że w walce przeciwko egoizmowi, jaźń jest tym silniejszym z dwóch żołnierzy i że potrzebna jest pomoc w przezwyciężeniu wroga. Tylko wtedy człowiek uświadomi sobie swoją znikomość oraz niezdolność pokonania ego i będzie gotowy ukłonić się przed Stwórcą i błagać o pomoc.
Dopóki poszukiwacz nie dotrze do tego stanu, nie pojmie, że tylko żarliwa modlitwa do Stwórcy może go wynieść z dna jego własnej natury.
Wiara w istnienie jedynego Stwórcy powoduje, że widzimy cały świat, włączając w to nas samych, jako naczynia w Jego rękach. I przeciwnie: myśl, że sami możemy wpływać na wydarzenia oznacza, że wierzymy raczej w obecność wielu innych sił w świecie, aniżeli tylko Woli jedynego Stwórcy.
Dlatego też poprzez poskramianie ego możemy doprowadzić siebie do zgody z prawdziwym stanem świata, gdzie nie istnieje nic poza wolą Stwórcy. Do tego czasu jednak, nie zasługujemy, by bytować jak ci, którzy wierzą w istnienie jednego tylko Stwórcy, a tym samym nasz duchowy postęp pozostaje w miejscu.
Jedynym sposobem zrozumienia natury wyłączności Stwórcy jest ciężka praca nad sobą oraz wyrabianie i kultywowanie odpowiednich aspiracji. Tylko po osiągnięciu absolutnej jedności ze Stwórcą w naszej percepcji, podciągając się do najwyższych poziomów duchowych, możemy pojąć Jego wyłączność. Dopiero wtedy możemy zacząć działać w zgodzie z prawidłowym poglądem na rzeczywistość.
Przed osiągnięciem tego stanu musimy działać zgodnie z poziomem, na którym się obecnie znajdujemy, a nie tym, o którym marzymy i fantazjujemy. Żeby faktycznie szczerze udoskonalić i naprawić nasz obecny stan musimy łączyć ufność we własne siły na początku pracy z przekonaniem, że to co osiągamy jako rezultat naszych trudów wydarzyłoby się tak, czy inaczej.
Musimy uświadomić sobie, że cały wszechświat rozwija się zgodnie z planem Stwórcy i zgodnie z Jego ideą stworzenia. Możemy powiedzieć, że wszystko dzieje się stosownie z zamysłem Stwórcy, po tym, jak wysunęliśmy naprzód nasze najśmielsze starania.
Ponad ludzkim pojmowaniem jest zrozumienie istoty takich duchowych właściwości jak absolutny altruizm i miłość.
Dzieje się tak dlatego, że człowiek po prostu nie może objąć rozumem, jak takie odczucia w ogóle mogą istnieć, ponieważ każdy potrzebuje wyraźnej zachęty do wykonania dowolnego działania na rzecz innych.
W rzeczywistości bez osiągnięcia osobistej korzyści ludzie nie są przygotowani do przekraczania ustalonych granic własnych. Dlatego właśnie cecha taka jak altruizm może zostać przekazana nam tylko z góry i tylko ci, którzy ją posiedli mogą to pojąć. Lecz jeśli właściwość ta zostaje przyznana nam z niebios, dlaczego powinniśmy tak bardzo się starać ją osiągnąć? Czy opłaci się mozolna praca, sama przez się, nie dając rezultatów, zanim Stwórca nie pomoże nam i nie nada nowych cech i nowej natury?
Faktem jest, że musimy modlić się i prosić o te zmiany. Wyrażać silne pragnienie, aby Stwórca zmienił nasze właściwości, ponieważ tylko jeśli pragnienie jest rzeczywiste i prawdziwie silne Stwórca je nagrodzi. Trzeba także włożyć ogromny wysiłek w uczynienie tego pragnienia wystarczająco gorącym dla Stwórcy, aby je nagrodził.
Podczas realizacji tego celu stopniowo będziemy uświadamiać sobie, że nie mamy ani pragnienia ani zdolności, do osiągnięcia go na własną rękę. Wtedy postawimy prawdziwe żądanie w stronę Stwórcy: by uwolnił nas od ograniczeń starych właściwości i obdarzył nas nową właściwością - duszą.
Lecz to nie ma prawa bytu, jeśli najpierw nie spróbujemy zastosować wszystkich sił i zdolności, aby się zmienić. Gdy przekonamy się, że wysiłki nie przynoszą rezultatu i zapłaczemy w głębi serca, Stwórca nam odpowie. Możemy wyrazić wołanie o pomoc w zmianie naszych cech, gdy stwierdziliśmy już, że ani nasze pragnienia, ani jedna nawet komórka naszego ciała nie zgadza się ze zmianą natury do tego stopnia, że bezwarunkowo będziemy oddawać siebie Stwórcy. W rzeczywistości obydwa nasze pragnienia, by pozostać niewolnikami naszej natury i by zostać niewolnikami altruizmu są jednakowo silne.
Tylko po uświadomieniu sobie, że nie ma nadziei na to, że nasze ciała kiedykolwiek zgodzą się na taką zmianę, możemy apelować do Stwórcy o pomoc z samej głębi naszych serc. Dopiero wtedy Stwórca przyjmie nasze prośby i odpowie na nie, zmieniając nasze egoistyczne właściwości na przeciwne, altruistyczne, tak abyśmy mogli zbliżyć się do Niego.
Jeśli zwrócimy uwagę na niechęć, z jaką podejmujemy wysiłki na tym świecie, co będzie wynikiem naszych trudów na końcu dni? Jaki jest sens naszej teraźniejszej pracy? Jeśli rozważymy te pytania, wywnioskujemy, że praca na rzecz zmiany siebie nie jest taka trudna, jak mogłoby się wydawać.
A gdy już dokonamy zmian, nasze nowe właściwości odkryją przed nami wspaniałą rozkosz - rezultat wewnętrznych wysiłków. Rozkosz powstaje, gdy widzimy, po co pracujemy.
Dlatego też postrzegamy swoje wysiłki nie jako przykre i kłopotliwe, lecz jako przynoszące radość. Im są większe, tym szczęśliwsi jesteśmy przyjmując nowe właściwości, ponieważ natychmiast odczuwamy wspaniałą i wieczną nagrodę za każdą z tych doczesnych, które teraz posiadamy.
Nawet na naszym świecie możemy zobaczyć jak podniecenie i podekscytowanie mogą ułatwić nam włożenie w coś ogromnego wysiłku. Jeśli czujemy duży szacunek dla kogoś, a osoba ta jest wysoko postawioną w naszych oczach, wtedy wszystko co robimy dla tego kogoś, tak godnego naszego szacunku, będzie zrobione z radością i wdzięcznością - tylko po to, by mieć sposobność służyć tej osobie. Największy trud będzie wydawał się przyjemnością. Tak jak możemy lubić np. tańczyć, czy ćwiczyć, nie uważamy naszego wysiłku za pracę, lecz raczej za przyjemność. Z tej właśnie przyczyny człowiek, który odczuwa i rozpoznaje wielkość Stwórcy czuje radość z powodu sprawienia Mu przyjemności.
Tak więc to, co na początku wydawało się być niewolą faktycznie zmienia się w wolność pełną rozkoszy. W rezultacie, jeśli mamy trudności z przyswojeniem sobie duchowych aspiracji i jeśli musimy znieść ogromny trud, aby osiągać wyższy poziom duchowy, powinno to wskazywać nam, że Stwórca nie jest jeszcze wystarczająco wielki w naszych oczach, czy percepcji i że nasza uwaga jest odciągana do innych celów, niż osiąganie tego, co duchowe.
Tak długo, jak dążymy do innych celów nie będziemy otrzymywać wsparcia od Stwórcy i będziemy tylko odciągani coraz dalej i dalej od naszego pierwszorzędnego zamierzenia.
Lecz nawet, gdy dążymy w kierunku Stwórcy nie otrzymamy Jego duchowego wsparcia natychmiast.
W przypadku otrzymania natychmiastowej inspiracji i radości z naszych wysiłków, nasze ego z pewnością cieszyłoby się, a my kontynuowalibyśmy wysiłki tylko i wyłącznie z powodu wynikającej przyjemności.
Jednakże stracilibyśmy możliwość wykroczenia poza naszą egoistyczną naturę i podniesienia się do czystego altruizmu. Najlepiej byłoby, gdybyśmy byli zainteresowani tylko przyjemnościami pochodzącymi z duchowego samodoskonalenia, które są większe niż jakiekolwiek inne.
